O tym, że raźniej ponarzekać razem przekonali się już mieszkańcy m.in. Hamburga, St. Petersburga, Chicago, Budapesztu czy Helsinek. Chóry Narzekań mają już bowiem pięcioletnią tradycję, jako pierwsi żółć wylali podobno mieszkańcy… Birmingham w Wielkiej Brytanii. Co ciekawe, jednorazowy akt buntu Brytyjczyków przerodził się w regularne spotkania. Zbierają się by wykrzyczeć swoje żale za każdym razem, kiedy tylko przechyli się szala goryczy. Słynne Complaints Choirs (www.complaintschoir.org) są znakomitym źródłem informacji - z prezentowanych przez chóry dzieł dowiadujemy się o zbyt wygórowanych cenach piwa w miastach Wielkiej Brytanii, bolączkach Skandynawów, dla których ilość wyciętych drzew nie przekłada się na obecność papieru toaletowego w publicznych szaletach. Kompozycje mogą też stanowić doskonały materiał do badań nastrojów społecznych, mogą też przydać się włodarzom, jeżeli zechcą wysłuchać opinii mieszkańców na temat życia w danym regionie.
W Polsce swoje żale przedstawili już koncertowo mieszkańcy Warszawy i Wrocławia. Co denerwuje naszych ziomków z centralnej i południowej Polski? Wachlarz tematyczny rzeczy wprawiających w stan irytacji mieszkańców Wrocławia i Warszawy jest bardzo szeroki. Narzekają na telewizję ogłupiającą widzów denną rozrywką, chroniczny brak czasu ludzi wprzęgniętych w wir pracy, wszechobecne gołębie i szczury, smród na dworcu, śmieci, wandalizm, niekończące się remonty, wątpliwej urody pomniki, dziury w drogach i to, że potrafimy się zjednoczyć tylko w obliczu kataklizmu.
A co denerwuje Gdańszczan? O tym przekonamy się wkrótce…
LOGO NAD GDAŃSKIM CHÓREM NARZEKAN OBJĘŁO Radio Eska
